Spotkanie DKK dla dorosłych

Witajcie po wakacjach! Dyskusyjny Klub Książki dla dorosłych wznawia spotkania po wakacyjnej przerwie. Na wrześniowym spotkaniu omawialiśmy wiersze z tomiku poezji „Stacje” Arkadiusza Kremza. Tomik ten został przez autora przekazany w darze bibliotece. Arkadiusz Kremza urodzony w Mikołowie, obecnie mieszkający w Tucznie, jest autorem tomów wierszy: Bloki, Hocki-klocki, Brania, Pukanie ziemi, Wiersze z wody i żelaza, Sterownia oraz poematu Ludzie wewnętrzni. Laureat Nagrody Otoczka za tom Wiersze z wody i żelaza.

Konrad Wojtyła o wierszach Arkadiusza Kremzy: Piłat i Jezus, Nietzsche i Kremza… Wszyscy zdają się być „zakładnikami” słów ecce homo, których sens i funkcja motywiczna głęboko zakorzeniona jest w tradycji biblijnej. Narodziny kolejnej tragedii mają swój rodowód w Ewangelii św. Jana. Kremza w Stacjach jawi się jednak jako ten, który obwieszcza: „oto nie-człowiek” (zaczęty w dziobie ptaka, skończony w jego pisku) i jednocześnie krzyczy: „Ukrzyżuj go, ukrzyżuj!” (nikt mi nie może zabronić). Życie zaczyna się kończyć w momencie zaistnienia. Bohater tych wierszy (przyłapany przez własną krew) skazany jest na bycie i niebycie jednocześnie, na wyzuwanie się z siebie i popadanie w siebie innego – od śmierci początku do końca życia. Brak tu okoliczności łagodzących i umywania rąk. Jest tylko wina, kara i wyrok (wiwat słuszny). Wszystko, co istnieje, obraca się w ruinę, nie po to – mówiąc za Benjaminem – by rujnować, lecz żeby znaleźć wiodącą przez nią drogę. Zdaje się być nią droga krzyżowa à rebours i czternaście stacji, gdzie rozgrywa się współczesny dramat. Negatywność to element konieczny pozytywności: krzyżowania znaczeń i zmiękczania ich gąbką sensu (Dla zasady. Dla zmyłki). Z jednej strony więc wpadanie do ontologicznej otchłani (białko przebija białko), z drugiej zaś odnajdywanie w pełnej beczce śmiechu (prysznic w kostkach chmur). Idea nie-człowieka i lęk teologiczny realizują się tu w paradoksalnej dychotomii. Pod nieobecność Boga to, co dobre, jawi się jako złe i na odwrót. Strach, moszczący się w tych wersach, jest zrazu nierealny jak Jego obecność. Jeśli rację ma Cioran, że książka musi być raną, a jej lektura chłostą, to Kremza w ten paradygmat wpisuje się doskonale. Sam rani, wykrwawia się, wywiersza, rzemień jeszcze mu lśni w mokrych rękach.

Kolejne spotkanie 31.10.2018r. o godz. 16.00, a na nim książka Marii Nurowskiej "Misjonarka". Zapraszamy!